O sprawie cenzury w Internecie zrobiło się głośno za sprawą tak zwanej ustawy hazardowej. Jej oficjalnym celem jest walka z nielegalnym, złym i w ogóle wiecie… hazardem. Niejako przy okazji walki z wirtualnym hazardem zlustrowano, czy też prześwietlono możliwości dotyczące rzekomo walki z dziecięcą pornografią i innymi takimi. Grunt w tym, że powstał projekt tak zwanego Rejestru Stron Niedozwolonych zwanych niekiedy Czarną Listą Stron Internetowych. Afera powstała bardzo szybko, a prym w jej rozpowszechnieniu wiodły strony Wykop.pl i OsNews.pl Później chwyciły to media głównego nurtu, tzw. mainstream i rozpętało się na dobre. W Internecie wrzało i huczało, aż w końcu wrzawa doszła do premiera. Ów premier zaniepokojony tą złą krucjatą postanowił spotkać się z Internautami. W tym momencie robi się poważnie.
Choć idea spotkajmy się i porozmawiajmy wydaje się fair to w praktyce okazało się, że ze spotkania zrobiono prawdziwą szopkę. Na nieznanych dotąd zasadach wybrano prowadzącego spotkanie oraz przedstawicieli. Prowadzącym został znano jako pierwszy profesjonalny bloger w Polsce Maciej Budzich, autor i redaktor strony mediafun.pl oraz bloga na tejże stronie. Maciej Budzich jest znany głównie z tego, że jako pierwszy w Polsce posiadł sponsora swojego bloga (taka jest wersja oficjalna). Przebieg debaty zrelacjonowany został na stronie Blackout Polska gdzie odsyłam zainteresowanych.
Najważniejszym wnioskiem płynącym z debaty jest fakt, że Rejestr Stron Niedozwolonych został odroczony. Właściwie to premier obiecał się mu przyjrzeć raz jeszcze i poddać go pod ponowną dyskusję w gronie, które tworzy prawo. Tym samym zachwyt części Internautów dotyczący zwycięstwa w walce o wolność jest z goła przesadzony. Sprawa jest nadal w toku i warto zachować palec na pulsie.
